Po pocałunku nadal kręciło mi się w głowie, szczególnie w towarzystwie Jamesa. Ale przecież nie mogłam zrezygnować z wypadu do Hogmeade, przecież mu obiecałam!-Ale pamiętaj Potter, to nie jest żadna randka! - powiedziałam kiedy znajdowaliśmy się na obrzeżach Hogmeade. On tylko pokiwał głową.
Zaczynał już prószyć lekki śnieg, co było dla mnie dziwne.. Jest koniec października! James chyba zauważył moje zmieszanie, bo przystanął.
- Chodzi Ci o śnieg. - spytał a gdy pokiwałam głową, że tak on dodał: - Przecież to świat czarodziei, tu wszystko jest magiczne!
No tak, nie to co u nas. Potem cały czas główkowałam co kupić tej kobiecie na urodziny..
- Co twoja mama lubi? - skapitulowałam i zapytałam się wreszcie Pottera, tym samym przerywając nieznośną ciszę między nami.
- Prawie wszystko co lubi już ma. - odpowiedział kopiąc mały, zamarznięty kamyk.
- Nie pomagasz mi Potter. - warknęłam, a on potargał swoje włosy, które i tak były w nagannym stanie. Jak zawsze zresztą.
- Wiem.. - uśmiechnął się od ucha do ucha mówiąc to. Zaczęłam intensywnie myśleć za naszą dwójkę.
- Potter, czy ty w ogóle myślisz?! - zapytałam niemal krzycząc. Byłam wściekła!
-No jasne. Zawsze myślę jak Cię zdobyć. - powiedział po czym objął mnie w pasie.
- Puść mnie ty gnojku! Ty ciemna maso! Ty... ty... - krzyczałam ale po chwili zabrakło mi słów..
- Och, panna idealna się znalazła?! Wiesz, mogłem poprosić Kate, albo Rosalie aby ze mną przyszła! Przynajmniej by mi pomogła, a nie wrzeszczała jak ty! - teraz to on krzyczał.. Poczułam się źle z tego powodu..
- No to widzisz, popełniłeś błąd! Idź w takim razie do Kate, ona Ci pomoże. A i przy okazji zaliczycie następną osobę! W Twoim przypadku Potter, to która będzie?! - spytałam ze złością. Na jego twarzy malował się ból i cierpienie...
- Jak możesz, Evans?! - krzyknął po czym odwrócił się na pięcie.
- James, poczekaj! - krzyknęłam ze skruchą w głosie. Eee tam. To nic nie dało więc pobiegłam za nim. Nadal nic. W końcu zastąpiłam mu drogę.
- Odsuń się. - warknął.
- Nie. - powiedziałam spokojnie. Na szczęście wokół nas był gwar ludzi więc nie mógł przejść.
- Odsuń, okay?
- Nie mogę! - krzyknęłam po czym kilka par oczu zwróciło na nas swój wzrok.
- O, to ciekawe czemu? - zaczął udawać zdziwionego.
- Bo mi na Tobie zależy, ale...
- Ale co? - spytał wyraźnie ożywiony...
- Wkurza mnie jak coś na co umawiamy się zrobić razem robię sama.- powiedziałam a on wyraźnie się zniechęcił. Ale już nie chciał uciekać tylko stał. Ruch wokół nas zmalał.
- Aha.. Tylko tyle?
- Nie. Chcę się Ciebie o coś spytać.
- Słucham.
- Czy ty naprawdę mnie kochasz czy tylko chcesz mnie odhaczyć ze swojej listy? - spytałam z nadzieją, że to pierwsze okaże się prawdą.
- Przesadziłaś Lily! Dobrze wiesz, że Cię kocham! - krzyknął po czym uciekł zostawiając mnie samą.
Jak mogłam być taka głupia! Przecież on Cię kocha Lily, myślałam.
Z płaczem osunęłam się na ziemię... Lepiej ze sobą skończyć. Moje życie straciło sens.
- Lily? Co ty tutaj robisz sama? - za sobą usłyszałam głos. A ten głos należał do Jake'a..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz