Lily and James

Lily and James
Lily

czwartek, 24 lipca 2014

01. Ponowne spotkanie...

Budzą mnie poranne promienie słoneczne, które zręcznie omijają cieniutką zasłonkę. Nie mam ochoty wstawać. Najchętniej zatrzymałabym tą chwile na dłużej, ale nie mogę.
Nagle w moim umyśle bije dzwonek alarmowy. Lily, przecież to właśnie dziś jedziesz do Hogwartu!
Z prędkością światła czynię poranne, mugolskie czynności po czym jak petarda wraz z bagażem wsiadam do samochodu. Ale tacie się nie śpieszy. Idzie swoim powolnym krokiem do pojazdu, po czym ziewając odpala silnik. Minuty ciągnęły się w nieskończoność, a ja coraz częściej zerkałam na zegarek, który był na lewej ręce. Po jakimś czasie (dla mnie były to lata) znaleźliśmy się na stacji King's Cross i pośpiesznie znalazłam się na peronie 9 i 3/4 . Tam jak co roku, były tłumy uczniów wraz z żegnającymi je rodzinami.
Mnie w tym roku nikt nie miał odprowadzić. Tata od razu pojechał do pracy, mama leżała chora w łóżku, a Petunia... Na nią nie miałam co liczyć. Można powiedzieć, że nie jesteśmy już siostrami.
Rozglądam się po peronie w poszukiwaniu przyjaciółek - Kate i Rosalie. Znajduje je tuż przy wejściu do czwartego od końca wagonu. Podchodzę, ale one są zajęte rozmową z matkami, więc nie chcę się  mieszać. Jak zauważyłam, w tym roku cała banda Huncwotów przyszła z rodzicami. Nawet Syriusz Black - czarna owca w rodzinie, był w ich towarzystwie.. Nagle mój wzrok zatrzymał się na wysokim brunecie, o jasnej cerze i pięknych, brązowych oczach. Nigdy nie sądziłam, że James ma takie ładne oczy.
Stop Lily! Przecież ty nienawidzisz Pottera! Po około siedmiu minutach, kiedy wszyscy kierowali się do wagonów zobaczyłam Pottera idącego po schodkach. Nagle do głowy wpadła mi pewna myśl. Przecież teraz to ja mogę mu się narzucić. Raz się żyje.
- Cześć, Potter! - krzyknęłam, a on zaskoczony odwrócił się z uśmiechem na ustach. Nie, to chyba nie był dobry pomysł. Pewnie znów będzie próbował mnie zaprosić na randkę. Dlaczego on zawsze robi coś, co zrobić nie trzeba..
- Lily! - odkrzyknął i już miał coś powiedzieć kiedy Peter zaciągnął go do pociągu. Peter Pettigrew nigdy nie był uważany za przejaw inteligencji, ale teraz bardzo mu w duchu dziękuje..  Mówiąc szczerze Huncwoci mają z niego tylko jedną, ale za to bardzo przydatną korzyść. Otóż Glizdon uwielbia jedzenie i to on im je dostarcza. Ponadto jest zupełnie jak zegarek. Zawsze pięć minut przed posiłkiem jest na sali, co ułatwia jego bandzie punktualność kiedy zerwą noce.
- Lily, idziesz? - z zamyśleń wyrwał mnie głos Rosalie. Była o mnie bardzo zatroskana, szczególnie w sprawach z Severusem i Potterem.
- Tak, już idę.. - mruknęłam ponuro. Rozejrzałam się raz jeszcze. Kate była teraz zajęta posyłaniem pocałunków swoim adoratorom. Interesowały ją tylko sprawy sercowe : kto z kim jest czy kto się z kim rozstał. Wiedziała wszystko, nawet co się dzieje w pokoju wspólnym innych domów.
Tak więc ona moich kłamstewek nie zauważała. Niestety Rose jest inna. Ona... jest jak wykrywacz kłamstw!
- Lilyanne Evans, jako twoja najlepsza przyjaciółka wiem, że coś Cię dręczy. - powiedziała i westchnęła teatralnie. - Powiedz, co Cię gryzie?
Przez chwilę zastanawiałam się czy jej powiedzieć o tych ciągłych listach od Jamesa Pottera, a raczej monologu listów, bo ja naprawdę rzadko odpisywałam.
- Potter. - szepnęłam. To jej wystarczyło - nie wtrącała się więcej. Rozumiała, że nie chcę o tym rozmawiać. Zajęłyśmy pusty przedział i rozsiadłyśmy się wygodnie. Po jakimś czasie dołączyła do nas Kate, lecz nie sama. Była w towarzystwie...
-Remus? Co wy tu do diabła razem robicie?! - spytałam zaskoczona. Remus Lupin wraz z moją przyjaciółką Kate stali obok siebie (bardzo blisko siebie) i  trzymali się za ręce. Na te słowa, moja przyjaciółka spiekła raka, Lunatyk wbił wzrok w podłogę, a za nimi rozciągał się śmiech reszty Huncwotów.
Pośpiesznie odwróciłam wzrok i wyciągnęłam książkę z torby. Jeszcze tego mi brakowało, żeby Potter usiadł ze mną w peronie. Pff..
- Czy pozwolicie, abym tu się rozgościł wraz z przyjaciółmi? - spytał szarmanckim głosem Potter. Przez ułamek sekundy zaczęłam zastanawiać się czy mu pozwolić.
- Dobrze, siadajcie. - mruknęłam i wszyscy łącznie z Peterem, który właśnie zajadał się swoją drożdżówką, spojrzeli na mnie jak na wariatkę więc pośpiesznie wytłumaczyłam. - No co, przecież i tak byście tu usiedli.
To wystarczyło aby ich uspokoić, ale tylko Potter nadal gapił się na mnie zdziwiony. W końcu wzruszył ramionami i usiadł naprzeciw mnie.
Resztę drogi do Hogwartu spędziliśmy grając w Eksplodującego Durnia. Nagle za drzwiami pojawiła się pani ze słodyczami i wszyscy oprócz mnie i Pottera wyszli na korytarz.
- Czemu taka jesteś? - spytał po chwili milczenia po czym pośpiesznie dodał - No bo wiesz, ani razu nie powiedziałaś coś typu ,,Spadaj Potter!'' i tak ogólnie miła dla mnie jesteś.
- Wiesz czemu? - spytałam a on pokręcił głową. - Bo jak na razie się nie wygłupiasz do końca wytrzymałości i ani razu nie zawołałeś do mnie ,,Evans, umówisz się ze mną?!'' .
Nagle na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Evans?! Umówisz się ze mną?! - zapytał głośno i oboje wybuchliśmy śmiechem.

_________
Od Autorki:
Mam nadzieję, że się  podoba. To pierwszy mój blog typu fan fiction (nie licząc o przygodach Zuzanny).
Czekam na komentarze. Ale proszę was abyście pisali to co sądzicie w głębi duszy i co waszym zdaniem jest nie tak.

4 komentarze:

  1. Spoko rozdział:) Idę czytać dalej:)

    lily-evans-i-james-potter.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne fanfiction <3 Czekam na kolejne posty :p

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajne. Czyta sie lekko i masz bardzo fajny styl pisania :D Czytam dalej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje i cieszę się, że ci się podoba ;) Ty też b.fajnie piszesz

      Usuń