Ukochana Lily!
Zapraszam Cię na spotkanie. Być może i tak się nie zgodzisz, ale są szanse!
Proszę Cię Liluś, słońce ty moje! Jeśli się zgadzasz to przyjdź jutro pod stary dąb o 16:00 .
Będę czekał z utęsknieniem.
Twój ukochany,
James
Siedziałam na brzegu łóżka i po raz setny czytałam ze złością list od Pottera. Taak,to w jego stylu, ale żeby tak codziennie kogoś męczyć?! Zwijam papier w kulkę i wrzucam do śmieci.
Myślałam, że już tego nie będzie, a jak widać ,,Umówisz się ze mną Evans?'' jest jego mottem życiowym.
-Już spokojnie Lily, on chciał dobrze.. Znasz go. - uspokaja mnie Rosalie.
- Tak, na pewno. On i dobrze! - odgryzam się. James Potter od pierwszej klasy dokuczał innym. Nawet siódmoklasistom! Był wręcz do niezniesienia. Okropny palant!
- A moim zdaniem to ty wszystko psujesz. - odezwała się wreszcie Kate. Nie, teraz przesadziła.
- Ja? Ja?! Błagam Cię, co ty wygadujesz?! - krzyknęłam. Byłam wstrząśnięta, tak jak zresztą jak i Rose.
- Taka jest prawda. A on biedaczek.. nadal Cię kocha! - prychnęła. - Wychodzę!
- A i nie wracaj! Zamieszkaj u tego swojego chłopaka! - krzyknęłam na co ona spakowała swoje rzeczy i wybiegła trzaskając drzwiami. Po chwili zrozumiałam, że przesadziłam, ale sama sobie bałam się tego przyznać. Lily, nie możesz się przecież załamać! A jednak mogę bo za chwilę będzie kolacja.
Do Wielkiej Sali szłam wręcz jak na ścięcie, a kiedy tam weszłam myślałam, że zwariuję.
Kate siedziała wśród Huncwotów, zajadając się tostem i jednocześnie siedząc na kolanach Remusa. Syriusz i Jemes siedzieli śmiejąc się, a gdy mnie zobaczyli zamilkli i zaczęli coś szeptać, patrząc zimnym wzrokiem.
Postanowiłam usiąść jak najdalej od nich, nie chciałam ich widzieć ani słyszeć. Miałam wszystkiego dość...
Rozumiałam Kate, że była zła. W końcu chodziło o przyjaciela jej sympatii.. Ale dlaczego nie spojrzała na mój punkt widzenia? Przecież od samego początku mnie wspierała. Aż tu nagle teraz nastał czas piątego roku i się pokłóciłyśmy. Po chwili w oczach miałam łzy i wybiegłam z sali, za sobą słysząc śmiech Huncwotów i Kate.
Zatrzymałam się w nieznanym mi korytarzu lejąc gorzkie łzy. Dlaczego jedna rzecz potrafi zniszczyć wszystko?!
- Dziecko, czemu płaczesz? - zapytał się pan dyrektor Albus Dumbledore. Na samą jego obecność aż się wzdrygnęłam. Powiedzieć mu czy nie? Chyba nie interesują go sprawy sercowe, ale może...
- To wszystko przez niby zakochanie Pottera. Straciłam przyjaciółkę - załkałam.
- James naprawdę Cię kocha Lily.. - powiedział łagodnie dyrektor.
- Może i tak. Ale tracę przez niego przyjaciół. Na początek Severusa a teraz Kate. To mnie przerasta!
- Może zastanów się nad tym i daj mu szanse. Spotkaj się z nim, porozmawiaj. - mruknął swoim miłym tonem nauczyciel.
- Nie wiem czy będzie chciał. - rzekłam smutno.
- A w sprawie Severusa Snape'a . Nie powinnaś się nim martwić. Martw się o siebie drogie dziecko. A teraz zastanów się, poważnie. Ja muszę już iść. Pamiętaj, przemyśl to! - powiedział na odchodnym i odszedł.
Nie powinnam żałować Severusa? Co on miał na myśli? Nie wiem, ale to dyrektor i ważna osobowość. Być może ma racje. Jeśli tak, to bardzo się rozczarowałam osobą Snape'a.
____________________________
Tadam! I jak? Podoba się? Piszcie szczerze.
Coraz lepsze te rozdziały :)
OdpowiedzUsuńDzięki :D
OdpowiedzUsuń